PUBLIKUJ Z LIBER BLOGIEM

Tutaj opublikujesz swój artykuł, prześlij posta!

Posts Tagged ‘ekologia’

Akcja „Siejemy Przyszłość”

Posted by Femina Liberata w dniu Maj 15, 2012

Akcja „Siejemy Przyszłość” polegająca na wspólnym siewie ekologicznych i tradycyjnych nasion została zapoczątkowana w 2007 roku przez szwajcarskie gospodarstwo biodynamiczne zajmujące się hodowlą nowych odmian zbóż i Fundację de L’Aubier. Jej celem jest nagłośnienie zagrożeń związanych z GMO oraz promocja nasion ekologicznych i tradycyjnych. Co roku przybywa krajów zaangażowanych w to przedsięwzięcie. W tym roku Międzynarodowa Koalicja dla Ochrony Polskiej Wsi – ICPPC koordynuje tę akcję w Polsce we współpracy z jej inicjatorami. A więc ”Siejemy Przyszłość w Polsce!” Czy na Twoim polu, balkonie, w Twoim ogrodzie również zasiejemy nasiona przyszłości? Jeśli jesteś w stanie przeprowadzić akcję ‚Siejemy Przyszłość!’ prosimy o kontakt: biuro@icppc.pl
więcej info:http://www.siejemyprzyszlosc.info/

Reklamy

Posted in Aktywizm, Ekologia, Zdrowie, Żywność | Otagowane: , , | Leave a Comment »

Profilaktyka rozumiana przez Ministerstwo Zdrowia

Posted by Femina Liberata w dniu Maj 3, 2012

Definicja „profilaktyki”  Ministerstwa Zdrowia

Profilaktyka zdrowotna skupia się na działaniach informacyjnych, edukujących i diagnostycznych. Co roku Ministerstwo Zdrowia przeznacza część swojego budżetu na listy wysyłane do wszystkich kobiet, które ukończyły 50 rok życia, aby zachęcić je do wykonania mammografii piersi.”

Stary wyjeżdżony złom z Niemiec, służący do diagnostyki chorób piersi u Polek

Tak naprawdę profilaktyka Ministerstwa Zdrowia polega na:
-zalecaniu olbrzymiej ilości szkodliwej diagnostyki (badanie promieniotwórcze co dwa lata)

Wiadomo przecież, że dawka promieniowania stosowanego w urządzeniach do mammografii przekracza ponad 100 (a czasami nawet 1000x) krotnie dawkę stosowaną w badaniu RTG (np płuc). Można założyć, że wszystkim onkologom znany jest fakt, że nie ma bezpiecznej dawki promieniowania jonizującego dla człowieka. W związku z tym badanie jest niebezpieczne i może wywołać skutki uboczne. Poważne ośrodki badawcze juz od dawna publikują prace na temat m.in. wywoływania choroby nowotworowej poprzez stosowanie promieniowania jonizującego w wyżej wymieniony sposób.

– minimalnej części edukacji i informacji na temat szkodliwości chemii,  zawartej w kosmetykach, żywności, lekach (środki antykoncepcyjne) i szczepionkach. Pojawiają się tylko płytkie informacje o szkodliwości palenia i picia czy brania narkotyków.

Brak zupełny zaangażowania Ministerstwa Zdrowia w walkę z nieuczciwymi koncernami czy firmami produkującymi truciznę, którą to codziennie spożywamy, wcieramy i wdychamy.

Brak nacisku na laboratoria i systemy prawne, które by to w sposób rzetelny określiły i pomogły wycofać z użycia chemię powodującą nowotwory.

Prawdziwa profilaktyka jest walką z czynnikami powodującymi nowotwory piersi! Diagnostyka jest tylko diagnostyką, która nie spowoduje, że chory przeżyje! A wręcz przeciwnie po kilkakrotnym badaniu promieniotwórczym, może również zachorować na raka.

„Profilaktyka to wszelka działalność zapobiegająca zjawiskom szkodliwym, np. niedopuszczenie do wypadków, szkód czy chorób!”

Ministerstwo Rolnictwa dopuszcza w Polsce do użytku bez podstawy prawnej, 374 środków ochrony roślin – w tym podejrzane o szkodzenie pszczołom neonikotynoidy. Minister nie chce pokazać aktu zasłaniając się “tajemnicą przedsiębiorstwa”.Opiera się na badaniach należących do koncernów chemicznych, które je dostarczyły i które są wielką tajemnicą. A Ministerstwo Zdrowia nie reaguje, bo przecież ma masę urządzeń diagnostycznych i swoją pseudo profilaktykę zdrowotną, za którą odpowiedni ludzie, również otrzymują pieniądze. Środki te mogłyby być przekazane na inne cele np. rozwijanie produkcji zdrowej żywności.

Tak dzieje się ze wszystkimi środkami dopuszczanymi w Unii Europejskiej. Słowa „bio” „eko” „profilaktyka” itp. są nadużywane przekłamywane. Nie mają nic wspólnego ze zdrowiem ludzi, te słowa obecnie napędzają biznes koncernów chemicznych, farmaceutycznych i innych.

Cóż można rzec? Panowie politycy śpią spokojnie, mimo iż wdrożyli do spożycia zabójczą chemię. I wszystko gra i jest w porządku, bo mamy „profilaktykę” promieniotwórczą, która „zapobiegnie nowotworom”.

Stary wyjeżdżony złom z Niemiec, służący do diagnostyki chorób piersi u Polek!

 

Posted in Aktywizm, Ekologia, Zdrowie, Żywność | Otagowane: , , | Leave a Comment »

Pomóż Premierowi podjąć słuszną decyzję w sprawie GMO!

Posted by Femina Liberata w dniu Marzec 17, 2012

Petycja w sprawie zakazu rejestrowania nasion, obrotu i upraw roślin GMO w Polsce:

Szanowny Panie Prezydencie
Szanowny Panie Premierze
Szanowny Panie Ministrze Rolnictwa i Rozwoju Wsi
Szanowny Panie Ministrze Środowiska
Szanowna Pani Senator, Szanowny Panie Senatorze
Szanowna Pani Poseł, Szanowny Panie Pośle

Niemcy zakazały upraw GMO*, ponieważ:
„nie zbadane są konsekwencje długofalowego spożywania GMO przez ludzi”

Austria zakazała upraw GMO, ponieważ:
„nie da się zachować różnorodności biologicznej jeśli wprowadzi się do przyrody rośliny GMO”

Francja zakazała upraw GMO, ponieważ:
„rośliny GMO krzyżują się zanieczyszczając ekologiczne uprawy”

Włochy zakazały upraw GMO, ponieważ:
„proces uwolnienia organizmów GMO do przyrody jest nieodwracalny”

(Podstawą prawną krajowych zakazów była “klauzula bezpieczeństwa” zawarta w unijnej dyrektywie 2001/18 dotyczącej GMO. Kierując się wynikami badań nad GMO, prowadzonymi na całym świecie, rządy sześciu państw uznały, że genetycznie modyfikowana kukurydza może zagrozić różnorodności biologicznej na ich terenach. Ponadto 8 września 2011 r. Europejski Trybunał Sprawiedliwości uznał, że kraje członkowskie mogą wprowadzić zakazy upraw poszczególnych gatunków GMO na podstawie rozporządzenia 1829/2003.)

Opracowany przez 400 naukowców i sygnowany przez 58 rządów krajów całego świata, opublikowany na zlecenie ONZ i Banku Światowego w kwietniu 2008 raport nt. rolnictwa na naszym globie pt. „Międzynarodowa ocena wpływu nauk i technologii rolniczych na rozwój”, jasno stwierdza, że uprawy GMO nie stanowią rozwiązania w zwalczaniu głodu, biedy, czy zmian klimatycznych.

Ja niżej podpisana/y żądam, by polskie władze, biorąc przykład z innych krajów Unii Europejskiej, takich jak: Niemcy, Austria, Francja, Włochy, wprowadziły w Polsce zakaz rejestracji odmian, obrotu i upraw roślin GMO w Polsce.

W szczególności żądamy NATYCHMIASTOWEGO ZAKAZU upraw kukurydzy MON810 i ziemniaków AMFLORA.

Podpisz petycję
http://alert-box.org/petycja/rozporzadzenie-zakazujace-gmo/

Pomóż Premierowi!

Posted in Aktywizm, Ekologia, Zdrowie, Żywność | Otagowane: , , , | Leave a Comment »

Ekologiczne rolnictwo to przyszłość

Posted by Femina Liberata w dniu Luty 22, 2012

W środę 22-02-2012 w wieluńskim starostwie odbyła się konferencja o rolnictwie proekologicznym.

 Pod koniec 2010 roku w Polsce było prawie 21 tysięcy gospodarstw ekologicznych, w stosunku do poprzedniego roku ich liczba wzrosła o ponad 20 % – wynika z najnowszego raportu Inspekcji Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych. Województwo łódzkie w ilości gospodarstw ekologicznych jest na szarym końcu. Jest szansa, aby to zmienić. Ci, którzy chcą przekierować swoją działalność na ekologiczną, potrzebną do tego wiedzą uzyskają podczas czwartej konferencji na temat tego typu produkcji. Mówi jej współorganizator Michał Tarka:
– W tym roku będziemy gościć prezes jednostki certyfikującej, bioekspert Metera (przyp.red. Dorota Metera), będziemy mieli przyjemność gościć przedstawiciela Ministerstwa Rolnictwa, który powie na temat wsparcia finansowego rolnictwa ekologicznego, oraz powie na temat żywienia ekologicznego zwierząt. Będziemy gościć szefa Krajowego Centrum Mikroorganizmów Glebowych, który powie na temat stosowania ich, wpływu na rośliny, na produkty rolne, na całą glebę.

Trudności ze zbytem, ale coraz więcej chętnych do ekologicznego gospodarowania – tak w skrócie można podsumować konferencję na ten temat, która po raz czwarty odbyła się w Wieluniu.

Podczas konferencji Michał Kiczka rozmawiał z rolnikami, którzy uzyskali już certyfikaty uprawniające do ekologicznej produkcji.

MK: Warto było przestawić się na tego typu produkcję?

radiozw.com.pl

Bronisław Kostrzewa z Raduckiego Folwarku: Raczej tak, jestem zaskoczony niektórymi efektami i nawet niektórzy sąsiedzi pytają mnie: coś tam zasiał, że Ci tak ładnie urosło i plonowało? Odpowiadałem, aby stosowali mikroorganizmy, które sam stosuję w uprawach i efekty są znakomite. Bardzo zresztą mi się podobał wykład pana Sławomira Gacki o MM, czyli mikroorganizmach. Powiedział to, co powinniśmy wiedzieć, a przez tyle lat o tym zapominano w agrotechnice i uprawie gleby. Gdyby to jeszcze wszystko zapamiętać i zastosować w gospodarstwie, to efekty byłyby z pewnością. Ja np. w swoim gospodarstwie nie używam już nawozów, tylko stosuję opryski z mikroorganizmami. Mam już własne dwie beczki, w których one na słońcu dojrzewają.

MK: Jest zbyt na produkty ekologiczne?

BK: Ja jeszcze niestety nie sprzedałem nic jako produkty ekologiczne. Sprzedaję po normalnych cenach zboże do młyna, a chrzan do przetwórni w Działoszynie. Mam za małe partie towarów, aby współpracować z firmami ekologicznymi, które potrzebują dużo surowca.

MK: Trudno zdobyć certyfikat uprawniający do produkcji ekologicznej?

Kazimierz Drabicz z Krzeczowa: Nie, wystarczy spełnić odpowiednie wymagania, takie jak np. niestosowanie nawozów mineralnych, środków ochrony roślin czy stosowanie nasion pochodzących z upraw ekologicznych.

MK: Praca jest chyba cięższa niż w gospodarstwach ekstensywnych?

KD: Na pewno tak, tam wystarczy raz opryskać i mamy czyste pole od chwastów. W moim przypadku wykonuję to mechanicznie. Stosuję zabieg bronowania, który trzeba czasem wykonać nawet trzykrotnie. Podobnie w uprawie ziemniaka, a gdy nie usunie się wszystkich chwastów, wtedy trzeba korzystać z narzędzi ręcznych. To czas i pieniądze na paliwo, bo trzeba trzy razy jechać w pole, ale z kolei oszczędność na środkach ochrony roślin, które są przecież bardzo drogie.

MK: To co pan usłyszał o mikroorganizmach, które przecież występowały w pożywieniu naszych przodków, co pan o tym sądzi? Ja przyznam się od dawna nie jadłem żurku na naturalnym zakwasie, a bardzo mi dawniej smakował?

KD: To prawda. W tym przypadku najlepiej to zrobić samemu, trzeba zmieszać mąkę żytnią z otrębami i zakwasić je w glinianym dzbanie, pozostawić na dwa tygodnie, tak jak robiły to nasze babcie i zakwas gotowy. Ja sam muszę przyznać, że mięso ze świni, którą hodowałem na koncentratach i paszach jest inne od tego, które jest ze świni, którą karmiłem metodami tradycyjnymi. Z mięsa tej karmionej paszami leciała woda, z tradycyjnych metod – to mięso było suche. Ono całkiem inaczej smakuje. To, co kupi się w sklepie, jak nie włożymy do lodówki, to się zepsuje. Wcześniej nasi dziadkowie nie znali lodówek i potrafili bez tego mięso przechować.

MK: Ja nawet słyszałem, że rolnicy, którzy mają duże fermy trzody chlewnej, to na swoje potrzeby kupują od tych hodujących świnie metodami tradycyjnymi?

KD: Tak jest, na sprzedaż są inne produkty, a na własne potrzeby inne. Tak było i jest i nie ma się co czarować.

Autor: Michał Kiczka. źródło: http://www.radiozw.com.pl/index.php?page=news&id=782

Posted in Edukacja, Ekologia, Gospodarka, Zdrowie, Żywność | Otagowane: , , | Leave a Comment »

List do rolników i konsumentów.

Posted by Femina Liberata w dniu Luty 13, 2012

Sir Juliana Rose rolnik, ekolog, pisarz, prezes ICPPC International Coalition to Protect the Polish Countryside

List do rolników i konsumentów.

Konsumenci:

Posłuchajcie – czy chcecie żyć? Czy chcecie mieć na talerzu coś co nadaje się do jedzenia? Czy naprawdę wierzycie, że to co na co dzień kupujecie w hipermarketach, odpowiada waszemu zapotrzebowaniu na wartościowe pożywienie? Czy w ogóle Was to obchodzi? A może jesteście „zbyt zajęci żeby się tym zajmować”? Czy chociaż czytacie etykiety na opakowaniach? Czy wiecie co oznaczają te wszystkie „e” z cyferkami? To sztuczne konserwanty, barwniki i inne dodatki, które stanowią znaczącą część „jedzenia” jakie spożywacie. Czy zdajecie sobie sprawę jaki mają wpływ na Was, na Wasze dzieci, na Wasze wnuki?

No więc powiem Wam: one niszczą Wasz system immunologiczny. To one rujnują Waszą naturalną zdolność do obrony przed chorobami. To one usztywniają wasze naczynia krwionośne i blokują zastawki w sercu. To one zwiększają szanse na to, że dostaniecie raka. Czy zauważyliście, że ludzie coraz ciężej i częściej chorują? Jeżeli nie, to znaczy, że przespaliście ostanie dziesięć lat. Jak często w ostatnich czasach czuliście, że „naprawdę nic Wam nie dolega”? Nie często? Czy zastanawialiście się dlaczego?

Czy interesujecie się jakością tego co dostarczacie do waszych brzuchów? Tak? To w takim razie dlaczego nadal chodzicie do tych wielkich supermarketów, które sprzedają Wam ładnie opakowane śmieciowe żarcie. Czy wiecie, że „świeża żywność” jaką oferują, nigdy nie ma mniej niż 5 dni, i że często objechała pół świata zanim do Was dotarła? Że ta żywność pochodzi z ogromnych monokulturowych pól, na których gleba nasycona jest pestycydami, herbicydami, fungicydami i azotanami? Nie wiecie czym są azotany? To toksyczne stymulanty zmuszające rośliny do tego by rosły szybciej i osiągały większe rozmiary niż dzieje się to w naturze. Wszystkie wielkie gospodarstwa towarowe ich używają. Pozostałości po azotanach przenikają do wody, którą pijemy i do naszych żołądków, Tak samo dzieje się z pestycydami, herbicydami i fungicydami. Czy już pojmujecie na czym to wszystko polega?

To jednak jeszcze nie koniec! Nie, bo za każdym razem gdy kupujecie jakiś produkt piekarniczy to jest prawdopodobne, że do mąki dodano genetycznie zmutowanej soi. Czy zastanawialiście się jaki to ma na Was powolny, rozłożony na długie lata wpływ? Nie? Tak samo nie zastanawiają się międzynarodowe korporacje, które czerpią zyski z ich sprzedaży. Jednak jesteśmy w posiadaniu mocnych dowodów na to, że przyczyniają się one do utraty naturalnych zdolności rozrodczych i – tak! – czynią Was bezpłodnymi. Aha, nie obchodzi Was, że Wy i Wasze rodziny możecie nigdy nie móc posiadać dzieci. Chcecie narazić się na ryzyko utraty najcenniejszego daru prokreacji poprzez spożywanie produktów GMO? GMO znajdują się nie tylko w produktach piekarniczych, ale także w nabiale i mięsie pochodzącym od zwierząt karmionych genetycznie modyfikowaną soją i kukurydzą. Czy wiecie o tym, że obecny rząd odrzucił zakaz importu pasz z GMO do naszego kraju? Że nawet oficjalnie nie zakazał uprawy genetycznie modyfikowanych roślin w Polsce. Czy macie zamiar udawać, że nie widzicie jak Wasz rząd pozwala na nieodwracalne genetyczne skażenie Waszego łańcucha pokarmowego i zniszczenie pięknego krajobrazu? Czy też macie zamiar czynnie się przeciwstawić takiemu procederowi i nie dopuścić do tragedii?

A co z rafinowanym cukrem i białą mąką w tych samych produktach piekarniczych? A czy wiecie ile jest pszenicy w większości bochenków, które kupujecie? Nie, i nikt Wam tego nie powie, bo gdyby to zrobił to przestalibyście je kupować.
Wydaje mi się, że część z Was nadal jest nie do końca przekonana. Jeżeli nie obchodzi Was co wkładacie do brzucha to może przynajmniej zainteresujecie się tym kogo wspieracie gdy kupujecie żywność. Być może warto wiedzieć, że ilekroć kupujecie to coś, co uchodzi za jedzenie w wielkich supermarketach i wielu innych sklepach, to dajecie bezpośrednie wsparcie temu, co nazywa się hodowlą przemysłową. Hodowla przemysłowa to dwa słowa, na dźwięk których powinniście poczuć się nieco gorzej. Ponieważ jednak niektórzy zobojętnieli już na tyle, że nie robi to na nich wrażenia, więc wyjaśniam: hodowla przemysłowa to masowa produkcja żywności metodami tak niehumanitarnymi, jak tylko można to sobie wyobrazić. W przypadku wieprzowiny i kurczaków, które stanowią 45% całego mięsa spożywanego w tym kraju, świnie i kurczaki hodowane są w zwierzęcych obozach koncentracyjnych. Karmi się je z reguły mieszanką genetycznie modyfikowanej soi i kukurydzy, która wyrosła na gigantycznych, wyjałowionych polach gdzieś w USA, Kanadzie, Argentynie, Chinach czy Brazylii. Na polach, które wymagają ogromnego wspomagania agrochemią. Ich produkty są potem macerowane na paszę dla zwierząt z dodatkiem antybiotyków, sztucznych wypełniaczy i innych dodatków. Kurczaki i świnie karmione tą toksyczną mieszaniną, trzymane są w ogromnych halach z bardzo małym albo w ogóle bez dostępu do światła dziennego i bez możliwości przebywania na powietrzu. Nie mają dla siebie przestrzeni, która pozwalałaby im na zabawę czy przemieszczanie się, a całe swoje życie spędzają na betonowych podłogach w świetle ostrych lamp neonowych. Jak długo żyją? Prosiaki przeznaczone na tucz około 5 miesięcy, kurczaki na mięso i kury nioski około 3 miesięcy. Potem są tysiącami zarzynane. Tymczasem kurczaki hodowane w ludzkich warunkach swobodnie dożywają wieku 5 lat. Świnie mogą żyć znacznie dłużej. Jednak Ty drogi konsumencie żywności z supermarketu wolisz o tym nie wiedzieć. Wolisz wierzyć w śliczne reklamy telewizyjne, w których zadowolone kury biegają po trawie, a uśmiechnięte prosiaki zajadają z kubełków pyszną karmę na zielonych podwórkach. Taki jest przekaz dotyczący naszego pożywienia sprzedawany nam w mediach. Czy macie zamiar łykać te cukierkowe obrazki nie próbując nigdy odkryć co się za nimi kryje?

Za każdym razem kiedy tak postępujesz to dokonujesz świadomego wyboru na rzecz popierania nieludzkiej hodowli przemysłowej, na rzecz korporacji produkujących żywność opartą na GMO i agrochemię, a także na rzecz ogromnych sieci supermarketów, które kupują tę nędzną żywność z całą świadomością tego, jak została wyprodukowana. Tak więc okazuje się, że jesteśmy współodpowiedzialni za istnienie tych przynoszących zyski więzień. Nie mogłyby prosperować, gdyby nie poparcie jakiego im udzielamy kupując ich produkty. To My skazujemy te zwierzęta na życie w piekle. To MY wybierając opcję „nie chcę wiedzieć” pozwalamy wielkim korporacjom na przejęcie kontroli nad naszym łańcuchem żywieniowym i nad naszym własnym życiem. To MY godzimy się na zostanie niewolnikami w systemie, który działa poniżej granicy godności, jaka przynależy zarówno światu ludzi jak i królestwu zwierząt.

Jednak wielu z Was wie, że Stwórca powierzył nam władzę nad zwierzętami i owocami ziemi w nadziei na to, że będziemy razem żyli jak wielka rodzina. Jednak czy hodowla przemysłowa to ten rodzaj pieczy z popierania którego chcielibyście być rozliczeni, gdy staniecie przed swoim Stwórcą u kresu swoich dni?

Na Boga, obudźcie się! Stoimy oto przed koniecznością wyboru tu i teraz. Unikanie go nie wchodzi już w rachubę. Nastał czas działania. Ludzkie zdrowie, zdrowie planety i świata są niepodzielne, są ze sobą nierozerwalnie związane Zdrowia nie uratują goniące za zyskiem korporacje z branży żywnościowej, ani goniący za najniższą ceną konsumenci. Oni zdrowie zniszczą.

Rolnicy:

Jak myślicie; co czynicie? Czy to prawda, że nie dbacie o jakość tego co produkujecie i hodujecie na polach? Czy może jesteście zadowoleni, że Wasz rząd mówi Wam co macie hodować i jak to robić? A może to nie rząd tylko Cargill? A może to dotacje unijne kontrolują Wasze myślenie? A może boicie się innowacji? A może wydaje się Wam, że łatwiej jest po prostu tyrać jak Wam powiedzą, ciągle w ten sam sposób, i liczyć na to, że jakoś to będzie?

Tymczasem niedaleko od Was jest wielu ludzi, którzy mogliby wiele skorzystać zaspokajając większość zapotrzebowania na żywność Waszymi produktami. Oczywiście, oni chcą żeby ta żywność była dobrej jakości: świeża i smakowita. To jest coś czego supermarkety nie mogą zapewnić. Nie mogą, bo opierają się na scentralizowanym systemie pakowania i dystrybucji, która oparta jest na systemie transportu, w którym produkty wędrują setki jeśli nie tysiące kilometrów. Nic z tego co oferują nie jest świeże i nic nie może równać się jakością z żywnością lokalną. Jednak dla jakichś pożałowania godnych powodów wolicie akceptować śmieszne ceny płacone przez supermarkety, zamiast się zorganizować i sprzedawać swoje towary po godziwych cenach w najbliższym mieście. Tak, tak, za komuny było o wiele lepiej, były lokalne przetwórnie i ubojnie, a nawet pomoc w dystrybucji. Jednak Unia Europejska nie przepada za małymi samowystarczalnymi jednostkami, które dbają o zaopatrywanie lokalnej wspólnoty w żywność dobrej jakości. Nie, Unia woli wielkopowierzchniowe monokultury ograniczające zatrudnienie do minimum i produkujące tysiące ton mdłej, martwej żywności, sprzedawanej potem w pozbawionych charakteru, ogromnych marketach na drugim końcu kraju. Unia chce, aby rolnicy stali się biznesmenami, którzy mają godziwe dochody, dzięki czemu będzie można ich opodatkować i zapewnić godziwe zyski rządom i brukselskiej centrali. Nie wiedzieliście o tym? Co zatem robiliście przez ostatnie 10 lat? Słuchaliście rad Waszych „rolniczych związków zawodowych” albo ośrodków doradztwa? Czy myślicie, że one nie są również opłacane przez rządy i przez Unię Europejską?

Chyba już czas zmądrzeć, nieprawdaż? Inaczej mówiąc, czy chcecie spędzić resztę życia jako niewolnicy instytucji, które zadekretowały, że sprzedaż jakiejkolwiek przetworzonej żywności z waszego gospodarstwa w lokalnym sklepie jest nielegalna? Dlaczego ktokolwiek miałby się godzić z tego rodzaju absurdem i draństwem? Czy myślicie, że w jakimkolwiek innym kraju europejskim są takie absurdalne regulacje? To wygląda jakbyście musieli uciec spod szubienicy. Czy też będziecie twierdzić, że jeżeli grupa rolników i grupa sklepikarzy zorganizują się i umówią na sprzedaż lokalnej żywności w lokalnych sklepach to wy się wycofacie i powiecie: „ Przykro mi, ale to niedozwolone i ja nie mogę brać w tym udziału”? Czy Wasza duma i poczucie godności są już tak nisko, że jesteście gotowi poddać się zgrai małych biurokratów?

Ruszcie się! Nie dajcie się omamić. Unia Europejska chce się Was pozbyć, a to co opisałem to sposób na realizacje tego zamiaru. Chcą żebyście myśleli, że nic się nie da zrobić, bo to niedozwolone. Oni próbują wmówić wam poczucie winy z powodu robienia czegoś co jest rozsądne, zyskowne i słuszne. Wyjmą swoją księgę przepisów sanitarnych i higienicznych aby kazać Wam wypełniać Wasz formularz HACCAP. (ang. Hazard Analysis and Critical Control Points) – System Analizy Zagrożeń i Krytycznych Punktów Kontroli – podstawowy, opracowany w USA system narzucający regulacje tak zwanego bezpieczeństwa żywności) Będą się starali wpoić Wam przekonanie, że musicie się dostosować do ich śmierdzącego systemu globalnego rynku żywności, którego bezpośrednim efektem jest zniszczenie wszystkich prawdziwych gospodarstw rodzinnych w Europie i zastąpienie ich „superfarmami” zawłaszczonymi i zarządzanymi przez bankowe kartele. Superfarmami gdzie jeden człowiek zarządza pięciuset hektarami, a w rezultacie tego „zarządzania” cały naród kupuje zatrute jedzenie w najbliższym Tesco.

Teraz posłuchajcie! Musi być na to jakiś sposób. Jeżeli chcecie żeby którekolwiek z Waszych dzieci chciało zająć się rolnictwem to nie wierzcie, że jest to możliwe o ile powiecie im, że mają się podporządkować Unii Europejskiej i księgom rządowych regulacji, napisanym przez ludzi, którzy nigdy w życiu nie byli w gospodarstwie. Czy nie czujecie się cokolwiek głupio kiedy musicie zachęcać je do tego typu bzdur?

Co zrobicie jeżeli grupa miejscowych konsumentów zwróci się do Was o hodowanie dla nich żywności? Jaka będzie Wasza reakcja? Poszczujecie ich psem? Obrzucicie przekleństwami? Powiecie im, że to jest zabronione? A może poprosicie ich na herbatę czy kawę żeby pogadać? No właśnie, jeżeli wybierzecie to ostatnie, to może to być początek jakiejś nowej, ciekawej inicjatywy. To znaczy jeżeli ci ludzie zaproponowali by Wam godziwą cenę za produkowanie dla nich żywności, także zapewnienie mleka czy zrobienie sera lub jakiegoś innego produktu, to odrzucenie ich oferty byłoby chyba niemądre. Oni dostana to czego chcą, i Wy też dostaniecie to czego potrzebujecie – pewny lokalny rynek – a nie taki, który jest kontrolowany przez ponadnarodowe korporacje, które usiłują Was nabrać. Pomyślcie o tym! Ale nie zastanawiajcie się zbyt długo, bo wtedy pewno przekonacie sami siebie, że „to jest niedozwolone, i że nic się nie da zrobić”. Takie nastawienie sprawiłoby, że sytuacja stale by się zmieniała, ale na gorsze.

Konsumenci i rolnicy!

Ten list adresuję zarówno do tych co produkują żywność jak i do tych co ją kupują. Teraz kolej na Was. Zjednoczmy się i przejmijmy kontrolę nad naszym życiem, inaczej przyjdzie nam stać z boku i czekać aż wykończą nas laboratoria żywności transgenicznej, kartele rolnictwa przemysłowego i skorumpowane rządy. Wybór należy do Was.

Julian Rose, grudzień 2011

http://www.icppc.pl/ http://polska-wolna-od-gmo.org/

Posted in Aktywizm, Ekologia, Zdrowie, Żywność | Otagowane: , , , , | Leave a Comment »

Czy GMO zabija pszczoły?

Posted by Femina Liberata w dniu Styczeń 10, 2012

W związku z ogromnymi stratami w pasiekach niemieckich ceny miodu na rynku już teraz wrastają dwukrotnie. Prasa niemiecka i telewizja prawie codziennie emitują programy informacyjne na temat problemu z wymieraniem pszczół. Pszczelarze oficjalnie oskarżają firmę BAYER za produkowanie środków owadobójczych dopuszczonych do sprzedaży przez niemiecki rząd. 

Mało tego, niemieccy pszczelarze będą występować z roszczeniami w związku ze stratami w pasiekach. Dla wielu pszczelarzy taka sytuacja to być lub nie być. W wielu przypadkach straty sięgają nawet 90% stanu pasieki a tym samym problemy z egzystencją. Problem ten dotyczy całego kraju i wspólnoty europejskiej. Podobne starty zanotowane zostały w pasiekach włoskich, francuskich i austryiackich. Produkcja roślin na potrzeby ekopaliw doprowadziła do nadmiernego stosowania środków owadobójczych w celu osiągnięcia maksymalnych plonów. Do 1 maja 2004 zatwierdzono w UE do obrotu 16 GMO. W maju i październiku 2004 dopuszczono zmodyfikowane genetycznie: kukurydzę BT11 oraz kukurydzę NK603.

We wrześniu 2004 Komisja Europejska umieściła 17 odmian genetycznie zmodyfikowanej kukurydzy MON810 we Wspólnotowym Katalogu nasion co otwiera drogę tym uprawom na olbrzymią skalę w całej Europie, w tym w Polsce. 31 sierpnia 2005 Komisja Europejska zezwoliła na import genetycznie zmodyfikowanego rzepaku GT73 produkowanego przez korporację Monsanto. Stało się tak, mimo że tylko 6 z 25 państw członkowskich wyraziło na to zgodę! Polska głosowała przeciw importowi. Rzepak ten ma być importowany w postaci całych nasion co powoduje bardzo poważne zagrożenie dla środowiska i polskich gospodarstw rolnych. Rzepak jest rośliną bardzo łatwo rozprzestrzeniającą się – nasiona są w stanie rozsiewać się na przestrzeni dziesiątek kilometrów w okolicy portów, przetwórni oraz na trasie transportu.

Pyłki rzepaku GM mogą być przenoszone na odległość 26 km. Rzepak bardzo łatwo krzyżuje się z innymi roślinami. Nasiona GM są patentowane, a więc istnieje możliwość celowego dopuszczania do zanieczyszczeń rzepaku tradycyjnego przez transgeniczny, bowiem wielkie korporacje chcą zdominować rynek nasienny i ściągać od rolników coroczne opłaty za używanie ich nasion. Komisja Europejska dopisała do Europejskiego Katalogu Nasion 13 dodatkowych odmian kukurydzy MON810. W kolejce na zezwolenie czekają zmodyfikowane buraki, ziemniaki i wiele innych roślin. Wszystko to jest efektem uległości UE wobec Stanów Zjednoczonych i Światowej Organizacji Handlu i nie ma nic wspólnego z troską o rolników, środowisko czy zdrowie konsumentów.

Źródło: cenymiodu.pszczelipark.pl

 Kolejny proces wytoczony Monsanto

 Francuski rolnik pozwał koncern Monsanto w związku z uszczerbkiem, jaki poniósł na zdrowiu, czyszcząc zbiornik do oprysku z chwastobójczego środka tej firmy, którego stosowania dopiero później zabroniono we Francji. Werdykt w sprawie oczekiwany jest w lutym.

GMO to dużo więcej chemii

46-letni rolnik Paul Francois, uprawiający zboże, nawdychał się w 2004 roku produkowanego przez Monstanto wyjątkowo toksycznego pestycydu Lasso, kiedy czyścił zbiornik urządzenia do oprysku. W rezultacie zapadł na zdrowiu i miał problemy neurologiczne, które wymagały kilkakrotnych pobytów w szpitalu.   Francois stosował Lasso na kilku hektarach w swoim 400-hektarowym gospodarstwie.

Uważa on, że Monsanto nie wyszczególniło w prawidłowy sposób groźnych dla zdrowia składników preparatu na etykiecie. Obwinia on również koncern za kontynuowanie sprzedaży preparatu, zabronionego wówczas już w Belgii, Wielkiej Brytanii i Kanadzie. Stosowanie Lasso zakazane zostało we Francji dopiero w 2007 roku.

-Chcemy, żeby sąd uznał Monsanto za winne szkód i aby stwierdził, że koncern nie respektował wymogu umieszczania na etykiecie informacji o produkcie – powiedział w sądzie adwokat rolnika, Francois Lafforgue. We włosach i moczu farmera w rok od czasu, kiedy czyścił zbiornik, znaleziono ślady chemikaliów użytych w produkcji Lasso.

Zdaniem prawnika koncernu Jean-Philippa Delsarta, niemożliwe jest znalezienie śladów produktu w siedem miesięcy od inhalacji. Według niego rolnik powinien był zakładać maskę ochronną. We Francji przeciwko Monsanto toczy się kilka procesów.

Francuski rząd stara się o zakaz dla genetycznie modyfikowanej kukurydzy MON 810, której ziarno do zasiewu produkuje Monsanto. Odmiana 810 jest jedyną, na jaką koncern uzyskał zgodę w Unii Europejskiej.

źródło:    naturalnegeny.pl

Posted in Ekologia, Zdrowie, Żywność | Otagowane: , , , , , , | Leave a Comment »

TOKSYCZNIE ZMODYFIKOWANA POLITYKA I WYBORCZE NADZIEJE. ZAPRASZAMY I PROSIMY O NAGŁOŚNIENIE!

Posted by Femina Liberata w dniu Wrzesień 26, 2011

CO: Akcja z symbolicznym „WIELKIM DEMONEM” i marionetkami ministrów GMO (Genetycznie Modyfikowane Organizmy), które razem będą stanowiły tło do konferencji prasowej.

GDZIE: pod gmachem Ministerstwa Rolnictwa

KIEDY: 4.X. 2011, w godzinach: 12:00-13:30

Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Pan Marek Sawicki, i Minister Środowiska, Pan Andrzej Kraszewski, głośno ogłaszają swoje zamiary wywarcia presji w celu wprowadzenia ogólnoeuropejskiego zakazu GMO. ŻADEN Z NICH JEDNAK NIE POWIEDZIAŁ, co zrobią w tej sprawie w Polsce, chociaż TO WŁAŚNIE ONI MOGĄ NATYCHMIAST WPROWADZIĆ ZAKAZ UPRAW wydając odpowiednie rozporządzenia. Wezwanie do wprowadzenia zakazu w Europie bez wcześniejszego wprowadzenia zakazu w Polsce na pewno nie będzie potraktowane poważnie ani w samej Brukseli, ani przez inne kraje Unii Europejskiej.

TEN PRZEDWYBORCZY GEST PIŁATA – przerzucenia odpowiedzialności za nasz kraj na Komisję Europejską – wzbudził oburzenie wśród opinii publicznej, która zdecydowanie popiera Polskę wolną od GMO. Szeroka Koalicja na rzecz Polski wolnej od GMO będzie podkreślała ministerialne oszustwa bowiem: SPRAWA WPROWADZENIA GMO „SZCZEGÓLNIE BLISKA” MINISTROWI ŚRODOWISKA oraz POSTAWIŁ ROLNY MINISTER MAREK I BOGU ŚWIECZKĘ I DIABŁU OGAREK.

Przedstawimy Ministrom PETYCJĘ podpisaną przez tysiące wyborców i wręczymy im „nagrody” stosownie do ich zaangażowania lub bierności w sprawie egzekwowania zakazu upraw GMO w Polsce: statuetki OBROŃCA POLSKIEJ ŻYWNOŚCI lub statuetki DOSYĆ OBIETNIC, CZAS NA CZYNY”

Ministrowie koalicji PO-PSL muszą NATYCHMIAST przerwać tę grę z opinią publiczną i zdecydowanie określić swoje stanowisko w sprawie upraw GMO w Polsce WYDAJĄC ODPOWIEDNIE ROZPORZĄDZENIA ZAKAZUJĄCE UPRAW GMO.

ORGANIZATOR: Stowarzyszenie Polska Wolna od GMO ,

Międzynarodowa Koalicja dla Ochrony Polskiej Wsi,

Koalicja „POLSKA WOLNA OD GMO”, do której należy ponad 400 podmiotów.

W przedstawieniu biorą udział aktorzy i studenci Wyższej Szkoły Teatralnej – Wydział Lalkarski, SAMBA – RYTMY OPORU” i „PRZESTRZEŃ SYRENA”

KONTAKT:

Anna Szmelcer: 607295055, annaszmelcer@gmail.com

Jadwiga Łopata: 33 8797114, biuro@icppc.pl

Edyta Jaroszewska Nowak: 609645386, edytaj66@tlen.pl

Fundacja ICPPC biuro@icppc.pl

za astromaria.wordpress.com 

Posted in Ekologia, Gospodarka, Polityka, Żywność | Otagowane: , , , , | Leave a Comment »

Ujawnione po raz pierwszy – GMO depesze dyplomacji amerykańskiej z Warszawy

Posted by Femina Liberata w dniu Sierpień 30, 2011

Wikileaks ws GMO w Polsce

gmo-w-polsce.pl

Portal WIKILEAKS publikuje porażające materiały o promowaniu GMO przez dyplomację amerykańską w Polsce i Bułgarii. Widzimy tu dziesiątki nieoficjalnych spotkań nie tylko z biotechnologami, którzy mają grać rolę „niezależnych” ekspertów, ale także z politykami i dziennikarzem Gazety Wyborczej znanym z wytrwałego promowania biotechnologii w Polsce. Materiały te stawiają pod znakiem zapytania suwerenność Polski w podejmowaniu decyzji na temat dopuszczenia GMO w naszym kraju.

2006-01-25 13:36
„Starszy doradca w zakresie biotechnologii rolniczej, Madelyn Spirnak odwiedziła Warszawę w dniach 29-30.11.2005 aby przedyskutować stanowisko rządu USA w sprawie GMO z przedstawicielami rządu polskiego, naukowcami i mediami. Spirnak była zadowolona z pozytywnego stosunku do inżynierii genetycznej niektórych pracowników ministerialnych i profesorów, jednak to pozytywne wrażenie osłabia fakt, że wiele jeszcze pracy trzeba, aby odwrócić powszechnie panujące negatywne opinie o GMO.

Jedna konkluzja była szczególnie jasna: kwestia GMO jest obecnie regulowana przez nastawienie opinii publicznej i dlatego potrzeba taktyki politycznej i socjologicznej aby wygrać z decydentami i opinią społeczną. Spirnak w pierwszej kolejności spotkała się z sześcioma naukowcami z zakresu genetyki roślin. Wszyscy ci naukowcy narzekali, że choć przed laty społeczeństwo polskie zaakceptowało GMO, dziś 70% społeczeństwa jest przeciwko GMO w rolnictwie i żywności.

W ich opinii, adwokaci GMO – wpływając na opinię publiczną, muszą skupić się na potencjalnych zyskach dla konsumentów, a nie dla producentów. Jeden z naukowców zauważył, że część opozycji dla GMO wynika z faktu, że w Polsce nikt nie głoduje, więc po co wprowadzać GMO. Z drugiej strony Polacy nie sprzeciwiają się wykorzystaniu GMO w medycynie, ponieważ to daje dostęp do tańszych leków. Naukowcy stwierdzili, że kampania skupiona na potencjalnie mniejszych kosztach żywności otrzymanej z GMO przemówi do przeciętnego Polaka.

GMO to dużo więcej chemii

Spirnak odwiedziła także ministerstwa Rolnictwa i Środowiska aby poznać opinie rządu polskiego. Anna Liro, zastępca dyrektora powiedziała, że dolne szczeble administracji opierają się na argumentach naukowych, ale Minister Środowiska w swoich decyzjach bierze pod uwagę opinię publiczną i kwestie polityczne.

W Ministerstwie Rolnictwa Spirnak spotkała się z sekretarzem Lechem Różańskim, który powiedział, że w Polsce opinia publiczna jest przeciw GMO i rząd musi brać to pod uwagę. Rząd rozważa regulacje bardziej restrykcyjne niż Unia Europejska. Różański wyjaśnił, że polskie produkty mają w UE markę zdrowych i naturalnych i są konkurencyjne na rynku. Użycie GMO może osłabić tę opinię i pozycję rynkową Polski. Kiedy Spirnak i Doradca Rolniczy z Ambasady powiedzieli, że takie podejście będzie wielkim problemem dla USA, UE i WTO, Różański uspokoił się i powiedział, że Polska będzie postępować zgodnie z regulacjami UE. (dopisek: Różański złagodził swoje stanowisko na kolejnym spotkaniu, w którym uczestniczył amerykański doradza rolniczy).

(…)Spirnak dyskutowała o braku akceptacji dla GMO wśród polskiej opinii publicznej z Robertem Gabarkiewiczem, przedstawicielem Monsanto. Gabarkiewicz powiedział, że 10% polskich rolników produkuje 80% żywności spożywanej w Polsce. Ci producenci są za GMO, bo zależy im na wyższych plonach i większych zyskach. Ale 90% polskich rolników, którzy produkują 20% żywności jest stanowczo przeciwnych ponieważ są oni zależni od dopłat unijnych w ramach wspólnej polityki rolnej UE. Ponieważ ten segment populacji polskiej sięga milionów, ich głosy mają silny wpływ na decyzje polityczne.

Spirnak spotkała się także ze Sławomirem Zagórskim z Gazety Wyborczej, która ma największy nakład w Polsce. Zagórski, szef działu naukowego Wyborczej słuchał Spirnak życzliwie i wspomniał, że napisał niedawno artykuł o GMO (po wizycie w USA, sponsorowanej przez Wydział Rolnictwa (USA?). Po tej publikacji był oskarżany, że jest agentem Monsanto, który bierze łapówki, żeby pozytywnie pisać o GMO. Chociaż wciąż jest zainteresowany tematem, po prostu nie może teraz napisać kolejnego artykułu o GMO, biorąc pod uwagę silnie negatywną reakcję publiczną na pierwszy artykuł.

Dwa zagadnienia pojawiły się podczas wizyty Spirnak: polskie społeczeństwo i polski rząd. Polacy zwyczajnie wierzą, że w UE jest nadprodukcja żywności, a GM produktów nie da się porównać z ich naturalnymi odpowiednikami pod względem smaku i wartości odżywczej. Słyszeliśmy stale, że ludzie powinni mieć prawo wyboru, ale chcą oznakowań, aby wiedzieć, czy jedzą GM żywność. Po drugie, jest jasne, że eksperci w ministerstwach mają naukowe podejście do GMO. Jednak ich przełożeni, ci na poziomie politycznym, więcej uwagi zwracają na opinię publiczną.

Na podstawie dyskusji z naukowcami i innymi działaczami pro-biotechnologicznymi, powstał wniosek, że nasza strategia, aby wpłynąć na bardziej pozytywne nastawienie opinii publicznej powinna być skupiona na podkreślaniu zysków dla konsumentów i na pozytywnym wpływie jaki GMO może mieć na redukcję kosztów żywności i leków. Nasze wysiłki powinny skupiać się również na przedstawieniu pozytywnego wpływu GMO na środowisko poprzez obniżenie zużycia pestycydów, herbicydów i rezygnację z głębokiej orki.

W najbliższym czasie jest kluczowe, aby pracować z członkami rządu polskiego aby zapobiec proponowanemu dwuletniemu moratorium na nasiona GM i aby wpłynąć na kształt przyszłych przepisów o koegzystencji z nadzieją zapewnienia, że nie będą one tak restrykcyjne, aby zapobiec komercyjnemu użytkowaniu ziarna GMO w Polsce. Stopniowe wprowadzanie GM ziarna paszowego (w przeciwieństwie do konsumpcji przez ludzi) mogłoby w końcu zmiękczyć społeczny sprzeciw wobec innych zastosowań GMO. Importowane pasze GMO już są w Polsce, a wiec ten most został już przerzucony.”

Tłumaczenie: Dr Katarzyna Lisowska.

źródło- http://gmo-w-polsce.pl/a/wikileaks-GMO.html 

Tekst w jezyku ang. Viewing cable 06WARSAW107, POLAND: SENIOR ADVISOR FOR AGRICULTURAL

W Anglii Protesty przeciw ziemniakom GM.

Posted in Ekologia, Zdrowie, Żywność | Otagowane: , , , , , , , | Leave a Comment »

Jemy GMO od kilku ładnych lat

Posted by Femina Liberata w dniu Sierpień 15, 2011

Pole rzepaku-wiki.org-ang

Jeżeli sądzimy, że w Polsce nie ma GMO to się grubo mylimy, ono już tu jest. Nasiona genetycznie modyfikowane są wysiewane przez rolników na wielohektarowych gospodarstwach rolnych w Polsce. Z nasion tych produkuje się biopaliwa i produkty spożywcze (pasze dla zwierząt, oleje, margaryny itp.) Ci wszyscy producenci, chcą tylko zalegalizować swoją działalność i powiększyć swoje uprawy, poprzez zatwierdzenie ustawy!

Codziennie do portów w naszym kraju przypływają statki przywożące modyfikowane nasiona. Tony kukurydzy, ryżu, soi i nasion warzyw modyfikowanych genetycznie. Z tych nasion wytwarza się półprodukty, które trafiają do naszych ciast, przetworów, słodyczy i jogurtów. Tu nie chodzi o ratowanie ludzi przed głodem, to chodzi o zarobienie kasy na półproduktach, które są szkodliwe dla zdrowia. Proszę się nie dziwić, jeżeli z zakupionych nasion niewiele wyrośnie. Ale gdy użyjemy środek chemiczny, to wtedy staje się cud i roślinka rośnie. Ponieważ większość sklepów nasiennych, sprzedaje nasiona zmodyfikowane w taki sposób, że bez chemii nie urosną.  Tu chodzi o zbyt nasion i środków chemicznych.

Koncerny chemiczno – spożywcze i powiązani z nimi polscy dystrybutorzy, którym zależy na zalegalizowaniu GMO w Polsce.

Kto obecnie sprzedaje w Polsce GMO i chemię:

swissinfo.ch

Szwajcarski gigant agrochemiczny Syngenta.
Syngenta jest wiodącą światową firmą działającą w branży rolnej. Syngenta powstała w 2000 roku z połączenia Novartis i AstraZeneca. Te ostanie zajmują się produkcją leków i środków chemicznych „ochrony roślin”. Jednymi podtruwają a drugimi „leczą” (w cudzysłowu leczą bo tego nie wiadomo).
Koncern nastawiony jest na produkcję modyfikowanych roślin dla koncernów biopaliw i to jest główna przyczyna lobowania za roślinami genetycznie modyfikowanymi. Nie chodzi tutaj o niedobory żywności na świecie. Jest to ukrywanie prawdziwego celu produkcji tych roślin.
Produkcja i spalanie biopaliwa daje gorszy bilans energetyczny i ekologiczny niż przy produkcji i spalaniu paliw kopalnych. Jest to degradacja środowiska związana z wzrastającym areałem upraw, duże zużycie nawozów sztucznych, nieracjonalna gospodarka produktami roślinnymi. W wyniku produkcji roślin do paliw, zamiast żywności pogłębia się nędzę i głód w krajach Trzeciego Świata.
Rozszerzanie upraw pod produkcję biopaliw, zmniejsza drastycznie tereny tradycyjnie uprawiane. Jest to wielkim zagrożeniem dla środowiska i ma negatywny wpływ dla bezpieczeństwa żywnościowego.
W 2008 roku, koncern Syngenta poniósł straty ze względu na wprowadzone moratoria na uprawy GMO w Europie – opisane jest to tutaj:
http://www.swissinfo.ch/eng/indexSyngenta_struggles_to_shrug_off_GM_concerns.html?cid=979744
Dlatego zmuszony był przenieść się na inne rynki głównie USA oraz trzeciego świata.

Adresy biur Syngenty w Polsce :
syngenta.com
Lista Polskich dystrybutorów: Link
Lista Polskich dystrybutorów warzywa: Link
Uprawy polowe Polska: Link

Następny koncern

Dow AgroSciences: Międzynarodowy koncern Dow AgroSciences LLC z siedzibą w Indianapolis w USA, należący do Dow Chemical Company.
dowagro.com
Lista dystrybutorów zabójczej chemii i modyfikowanej kukurydzy

cdn..

Posted in Zdrowie, Żywność | Otagowane: , , , , , | Leave a Comment »

Jak mówić prawdę i popaść w kłopoty

Posted by Femina Liberata w dniu Sierpień 7, 2011

ROZDZIAŁ PIERWSZY KSIĄŻKI

„Szalony kowboj”

viva.eko.org.pl/Szalony_Kowboj/Szalony_Kowboj.html

Howarda Lymana, byłego hodowcy bydła z Montany, który został wegetarianinem i bojownikiem o prawa zwierząt
Jak mówić prawdę i popaść w kłopoty

JESTEM FARMEREM, hodowcą bydła czwartej generacji. Wychowałem się na farmie w Montanie, gdzie hodowałem krowy przez dwadzieścia lat. Wiem z doświadczenia jak wygląda hodowla fermowa i produkcja mięsa w USA – mam na ten temat informacje z pierwszej ręki.

Obecnie jestem prezydentem Międzynarodowej Unii Wegetariańskiej.

Z pewnością kiedyś lubiłem jeść steki – tak jak moi znajomi i sąsiedzi. Gdybyście jednak wiedzieli to, co ja wiem, o tym jak one powstają i co powoduje ich jedzenie, prawdopodobnie tak jak ja zostalibyście wegetarianami. I, wierzcie mi lub nie, że jako wegetarianin, który nie konsumuje żadnych produktów zwierzęcych, mogę wam powiedzieć, że teraz jem więcej i jedzenie sprawia mi większą radość niż kiedyś.

Jeśli wciąż konsumujecie mięso, to powinniście wiedzieć, że macie coś wspólnego z większością krów, które zjadacie. One także jedzą mięso.

Kiedy zarzyna się krowę, blisko połowa masy jej ciała nie jest konsumowana przez ludzi: wnętrzności i ich zawartość, głowa, rogi, kopyta, jak również kości i krew. Te rzeczy (a także całe ciała chorych i zainfekowanych krów i innych zwierząt farmowych) są rozdrabniane, mielone i przetwarzane przez gigantyczne maszyny w specjalnych przetwórniach. Przetwórstwo tego rodzaju – to przemysł przynoszący dochód 2,4 miliarda dolarów rocznie, przetwarzający corocznie 40 miliardów funtów (tj. 18 mld kg) ciał martwych zwierząt.
Nie ma w Stanach Zjednoczonych zwierzęcia na tyle wyniszczonego chorobą, przeżartego wrzodami czy rakiem, które nie mogłoby być powitane przez wszechobejmujące ramiona przemysłu przetwórczego.  Innym, obok zwierząt farmowych, ważnym surowcem przetwórczym, są ciała uśpionych zwierząt domowych – sześć do siedmiu milionów psów i kotów, które corocznie zabija się w schroniskach dla bezdomnych zwierząt. Na przykład samo tylko Los Angeles wysyła miesięcznie dwieście ton uśpionych psów i kotów do zakładów przetwórczych. Do tego dochodzą jeszcze uśpione zwierzęta wyłapywane przez specjalizujące się w tym procederze firmy, oraz zwierzęta ginące na drogach. (Ginące pod kołami samochodów zwierzęta nie są zbierane z dróg codziennie i latem ludzie zajmujący się ich zbieraniem zwykle, zanim je dostrzegą, najpierw czują je węchem).

Ta makabryczna mikstura jest mielona, gotowana i odparowywana, po czym lżejszą, tłustą substancję wypływającą na powierzchnię poddaje się procesowi rafinacji i stosuje do produkcji kosmetyków, mydeł, świec, smarów i wosków. Cięższy ekstrakt białkowy zostaje wysuszony i zmielony na brązowy proszek, który składa się w 1/4 z fekaliów. Proszek ten wykorzystywany jest następnie jako dodatek do prawie wszystkich rodzajów karmy dla zwierząt domowych jak również do paszy dla zwierząt farmowych. Hodowcy nazywają go „koncentratem białkowym”. W 1995 roku pięć milionów ton odpadków z rzeźni zostało sprzedanych i przerobionych na paszę dla zwierząt w Stanach Zjednoczonych. Ja sam zwykłem wykorzystywać tony tego rodzaju paszy do karmienia mojego inwentarza żywego. Nigdy nie zastanawiałem się nad tym, że karmię krowy krowami.

W sierpniu 1997 roku, w odpowiedzi na zagrożenie ze strony „choroby szalonych krów” (czyli gąbczastego zwyrodnienia mózgu), amerykańskie Ministerstwo ds. Żywności i Leków (Food and Drug Administration – FDA) zatwierdziło nowe przepisy zakazujące karmienia zwierząt przeżuwających białkami pochodzącymi od zwierząt przeżuwających. Wprowadzenie w życie tego zarządzenia spowodowało, że krowy nie są już karmione kanibalistyczną karmą, jaką przygotowali dla nich ludzie. Nie jedzą już całych kawałków innych krów, owiec lub kóz, jakkolwiek wciąż przeżuwają one sproszkowane ciała martwych koni, psów, kotów, świń, kurczaków czy indyków, jak również krew i fekalia własnego gatunku.

Około 75% z 90-milionowego pogłowia bydła amerykańskiego rutynowo karmione jest paszą „wzbogaconą” przetworzonymi częściami martwych zwierząt. Powszechne jest także używanie zwierzęcych ekskrementów do produkcji paszy, ponieważ przedsiębiorcy zauważyli, że jest to „rozsądny” sposób pozbycia się części z 1,6 miliona ton zwierzęcych odchodów produkowanych corocznie przez farmy hodowlane.

Na przykład w stanie Arkansas jedna, przeciętnej wielkości farma karmi corocznie swoje krowy ponad 50 tonami kurzych odchodów. Pismo U.S. News & World Report cytowało wypowiedź pewnego farmera z Arkansas, który ostatnio kupił 745 ton odchodów i odpadków kurzych zebranych na pobliskiej farmie. Po dodaniu do nich niewielkiej ilości otrąb sojowych i wymieszaniu całości, nakarmił tą mieszanką swoje stado 800 krów, co sprawiło, że stały się one, jak sam powiedział: „tłuste jak kluski”. Następnie wyjaśnił: „Gdybym nie miał tych kurzych odpadków, musiałbym sprzedać połowę mojego stada. Inne rodzaje pożywienia są zbyt drogie”. Przykład ten zapewne pomoże zrozumieć osobom jedzącym mięso czym żywi się ich pożywienie.

Nie wiemy wszystkiego, co chcielibyśmy wiedzieć o skali, w jakiej konsumpcja chorych czy zakażonych zwierząt powoduje choroby u ludzi, lecz z pewnością wiemy, że niektóre z nich – na przykład wścieklizna – są przenoszone ze zwierząt gospodarskich na ludzi. Wiemy, że zatrucia pokarmowe przenoszone są powszechnie przez takie mikroorganizmy jak bakterie E. coli (ich obecność w pożywieniu jest skutkiem zanieczyszczenia żywności zwierzęcymi odchodami), które powodują śmierć 9 000 Amerykanów rocznie. Wiemy też, że około 80% wszystkich zatruć pokarmowych powoduje zakażone mięso. Obecnie możemy już być pewni także i tego, że „choroba szalonych krów”, która nawiedziła stada brytyjskich krów, może atakować też inne gatunki i być przyczyną powstania nowej odmiany choroby Creutzfeldta-Jakoba, zawsze fatalnej w skutkach i niszczącej ludzki mózg.

Zabawne rzeczy mogą zdarzyć się kiedy zaczniesz w USA mówić ludziom prawdę. Możesz wtedy trafić do sądu. W kwietniu 1996 roku uczestniczyłem w programie TV pt. The Oprah Winfrey Show. Pamiętam, jak siedząc wówczas w studiu patrzyłem na mocno zdziwione miny ludzi, którzy po raz pierwszy dowiedzieli się, że krowy karmi się dietą kanibalistyczną. Właśnie teraz – wyjaśniłem – robimy dokładnie to samo, co robili brytyjscy hodowcy, którzy od dziesięciu lat zmagają się z „chorobą szalonych krów” (bardziej dyskutując o tej chorobie, niż rzeczywiście dokonując istotnych zmian). Kilkaset krów hodowanych w Stanach Zjednoczonych jednej nocy wygląda na zdrowe, a następnego ranka znajduje się je martwe. Większość z tych krów przerabia się na paszę, którą następnie karmi się inne krowy. Jeśli tylko jedna z nich jest chora na „chorobę szalonych krów” – może potencjalnie zarazić tysiące innych osobników. Także prowadząca program Oprah Winfrey była zaskoczona moimi słowami i powiedziała: „Krowy są zwierzętami trawożernymi. Nie powinny one zjadać szczątków innych krów… to po prostu powstrzymuje mnie od zjedzenia następnego hamburgera”.

W studiu oprócz mnie był reprezentant Krajowego Związku Hodowców Bydła, dr Gary Weber, którego zadaniem było zapewnienie oglądającej program publiczności o tym, że mięso jest absolutnie bezpiecznym pożywieniem. Żal mi było tego jegomościa – miał on nadzwyczaj trudną rolę do odegrania. Nie był w stanie zaprzeczyć moim zapewnieniom, że krowy karmi się krowami, lecz lekceważąc ten fakt nie czuł się zbyt pewnie siedząc przed wpatrującą się w niego publicznością. Podczas przerwy w nagrywaniu wyraził swoje prywatne zdanie zgadzając się ze mną, że nie powinniśmy dodawać zmielonych kawałków krów do zwierzęcej paszy.

W czerwcu 1996 roku grupa hodowców bydła z Teksasu wytoczyła proces mnie i prowadzącej ten program Oprah Wilfrey, a także jej wytwórni filmowej „Harpo Productions”, oskarżając nas o dyskredytowanie produktów żywnościowych. Hodowcy z Teksasu oraz tamtejszy pełnomocnik rządu ds. rolnictwa widocznie wierzą, że Pierwsza Poprawka do Konstytucji Stanów Zjednoczonych gwarantująca wolność wypowiedzi, nie może być interpretowana tak szeroko, by dawała ludziom możliwość wypowiadania krytycznych opinii pod adresem wołowiny. Wskazując na możliwe załamanie handlu bydłem, wnoszący pozew oskarżyli mnie o wygłaszanie „oszczerczych twierdzeń” o bydle i wołowinie, które spowodowały, że musieli oni cierpieć „wstyd, upokorzenie, zażenowanie, psychiczny ból i udrękę”.

Według prawa obowiązującego w Teksasie, regulującego kwestie dyskredytowania żywności, ciężar udowodnienia racji spoczywa w dużym stopniu na barkach obrońców. W styczniu 1998 roku, w mieście Amarillo w Teksasie został zwołany sąd przysięgłych, mający między innymi określić, na ile moje stwierdzenia odbiegały od „uzasadnionego i rzetelnego naukowego zbierania faktów, informacji i danych” – jest to standardowy proces dowodzenia, który kompletnie ignoruje fakt, że w środowisku naukowców zawsze istniały nieporozumienia w większości ważnych kwestii i z pewnością kontrowersje takie istnieją obecnie w przypadku „choroby szalonych krów”.

Pamiętam jak ostatnio czytałem o pewnej kontrowersji, jaka pojawiła się w XIX wieku na Węgrzech, kiedy to dr Ignaz Semmelweis zasugerował, aby studenci medycyny obowiązkowo myli ręce przed odbieraniem porodów – zwłaszcza, że wielu z nich przychodziło do sal porodowych prosto z sal operacyjnych. Dr Semmelweis został wtedy bezpardonowo zaatakowany za swoje radykalne poglądy, lecz przynajmniej nie musiał stawiać czoła żadnym przepisom prawnym zakazującym dyskredytowania zarazków.

Trzynaście stanów amerykańskich posiada przepisy prawne zakazujące dyskredytowania żywności. W Kolorado osoby publicznie dyskredytujące dane produkty żywnościowe mogą nawet trafić za to do więzienia. Te przepisy prawne dotyczą najczęstszych ataków na gwarantowaną przez Pierwszą Poprawkę konstytucyjną wolność słowa i skutecznie zwracają uwagę wszystkim adwokatom konsumentów, że cokolwiek chcieliby powiedzieć głośno o jakimkolwiek aspekcie związanym z „bezpieczną” żywnością, może to przynieść im proces sądowy kończący się dla nich bankructwem.

Oprah Winfrey i ja zostaliśmy zaszczyceni faktem, że nam jako pierwszym wytoczono proces z tytułu łamania obowiązujących w Teksasie przepisów dotyczących dyskredytowania żywności. Po przeszło roku od oskarżenia nas, rozpoczął się drugi proces oparty na tym prawie – wytoczony przez hodowców strusi emu przeciwko firmie samochodowej Honda, która w swojej reklamie emitowanej w TV komercyjnej, ośmieszała strusie emu. Ceny tych ptaków obniżały się latami; podejrzewam, że hodowcy strusi odczuwali cichą satysfakcję ze znalezienia kozła ofiar nego w postaci zasobnej finansowo Hondy, którą można było obwinić o spadek cen strusi. Wydaje się, że ostrożności w wypowiadaniu się na temat bydła i strusi emu nigdy nie za wiele – przynajmniej w Teksasie.

W ciągu kilku miesięcy od mojego występu w programie Oprah Winfrey, który spowodował burzę dyskusji i sporów w Stanach Zjednoczonych, FDA wydało nowe rozporządzenia mające wyeliminować proceder karmienia zwierząt przeżuwających dietą kanibalistyczną. Wdrożenie w życie tych rozporządzeń zostało opóźnione aż do zakończenia wyborów prezydenckich w 1996 roku, najprawdopodobniej po to, by nie drażnić hodowców. W końcu w sierpniu 1997 roku zakazano karmienia zwierząt przeżuwających zwierzętami przeżuwającymi – konieczny, lecz niewystarczający środek zapobiegający rozpowszechnianiu się „choroby szalonych krów” w USA został wreszcie wprowadzony.

Większość liczących się w tym kraju mediów rozpoczęło wielką kampanię reklamową opłacaną przez przemysł mięsny i mleczarski. Po moim wystąpieniu w The Oprah Winfrey Show, dowiedziałem się, że Komitet Promocji Wołowiny wydał ponad 600 tysięcy dolarów na reklamę swoich produktów. Bardzo rzadko można spotkać tak znaną jak pani Oprah osobistość ze świata mediów, która chciałaby z odwagą i uczciwością stawić czoło „grubym rybom” , przedstawicielom wielkiego biznesu. Nigdy nie zapomnę, jak w dniu, w którym kręciliśmy program, Oprah powiedziała mi na osobności, że oglądała kilka razy film „Babe – świnka z klasą”, wskutek czego przestała jeść wieprzowinę. Po naszym programie przestała także jeść wołowinę.

Jeśli zostanie wam kiedykolwiek wytoczony proces o dyskredytowanie wołowiny, niech zdrowy rozsądek podpowie wam, byście wybrali jakiekolwiek miejsce rozpraw, byle nie było to Amarillo w Teksasie. Amarillo dosłownie jest całe wypełnione krowami; przemysł mięsny ma tutaj roczny budżet rzędu 3 miliardów dolarów. 25% amerykańskiego bydła jest tuczone w Amarillo, zanim trafi na rynek. Największym prywatnym pracodawcą w tym mieście jest rzeźnia. Freski przedstawiające bydło ozdabiają gmach tutejszego sądu. Amarillo jest także rodzinnym miastem Paula Englera – właściciela farmy będącego jednym z powodów w procesie przeciwko mnie i Oprah Winfrey.

Memorandum wydane przez prezydenta Izby Handlowej w Amarillo, na prawie dwa tygodnie przed rozpoczęciem procesu, przypominało wszystkim zainteresowanym tą sprawą, że Izba Handlowa „w pełni popiera hodowlę bydła i produkcję wołowiny” i że nie powinno się „rozwijać czerwonego dywanu przed Oprah Winfrey”. Z powyższych przyczyn, nasz adwokat złożył w sądzie wniosek, w którym prosił o zmianę miejsca prowadzenia procesu – z Amarillo na bardziej neutralne terytorium, takie jak Dallas. Wniosek ten został odrzucony. Mój adwokat uznał to za niepowodzenie i przejaw wrogości sądu wobec naszej strony, lecz mnie niezbyt to zmartwiło. Cieszyła mnie myśl o zwycięstwie nad moimi oponentami w ich własnym domu. Jeśli ja i Oprah Winfrey zdołalibyśmy wygrać proces w Amarillo, nasze zwycięstwo byłoby jeszcze słodsze.

Oprah zdołałaby z łatwością zapłacić miliony dolarów, których domagał się oskarżyciel, lecz będąc osobą ambitną, postanowiła walczyć o swą reputację i o prawo do wolności słowa. Na czas trwania procesu przeniosła swoją wytwórnię filmową z Chicago do Amarillo. Reporterzy zbiegali się do niej jak pszczoły do miodu. Jednakże ani ona, ani ja nie mogliśmy podejść do mikrofonów, gdyż sędzina Mary Lou Robinson nałożyła na obie strony zakaz udzielania wywiadów na czas trwania procesu. Dzień po dniu w telewizyjnych wiadomościach można było zobaczyć Oprah wchodzącą lub wychodzącą z gmachu sądu, najwyraźniej ignorującą przybliżane do niej kamery. Z jakichś powodów, prasa wykazywała mniejsze zainteresowanie moją osobą.

Przez dwa dni składałem zeznania jako świadek. Przepisy zakazujące dyskredytowania żywności, o łamanie których zostaliśmy oskarżeni, czynią człowieka odpowiedzialnym jeśli rozgłasza on informacje, które „stwierdzają lub sugerują”, że jakieś „psujące się produkty żywnościowe mogą stanowić niebezpieczeństwo w przypadku skonsumowania ich przez ludzi” i jeśli ta informacja zostanie uznana przez sąd za fałszywą, zgodnie z „racjonalnymi i rzetelnymi informacjami naukowymi, faktami i danymi”, adwokat powoda musiał najpierw określić, czy ja rozpowszechniałem takie „fakty”?”. Następnie powinien udowodnić, że te fakty były „fałszywe” oraz to, że ja wiedziałem o tym, iż były fałszywe. Ale ja po prostu zaprzeczyłem, że moje ostrzeżenia przed rozpowszechnianiem się „choroby szalonych krów” w Stanach były „faktami”. Powtórzyłem kilka razy, że wyrażałem w tej kwestii tylko moją opinię. Osobiście jestem przekonany, że moje ostrzeżenie, iż praktykowanie krowiego kanibalizmu mogłoby mieć tragiczne skutki, nadaje się do rozpatrywania raczej w kategoriach „opinii” niż „faktu”. Jak w ogóle można mówić o faktach mających nastąpić w przyszłości? Koncepcja, że odpowiedzialność warta miliony dolarów może zależeć od takich rozróżnień, zagraża rzeczowej dyskusji. Doświadczenia jakie zdobyłem podczas składania zeznań w sądzie, były dla mnie czymś bardzo osobliwym – nawet nie podejrzewałbym, że może się to zdarzyć w USA. Musiałem odpowiadać na pytania takie jak: „Czy ktoś kiedykolwiek powiedział ci, że jesteś nieodpowiedzialny?” Odpowiadałem w sądzie pod przysięgą. Nie mogłem kłamać. „Moja żona” – odpowiedziałem.

Kiedy Oprah zaczęła składać zeznania, nazwała ten proces „najbardziej bolesną rzeczą, jakiej musiała doświadczyć”. Następnie dodała: „Czuję w głębi swego serca, że nigdy nie wyrządziłam krzywdy żadnej ludzkiej istocie”. Wierzę w to, co powiedziała. W czasie trwania procesu, zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz sali sądowej, nigdy nie słyszałem, aby źle wypowiadała się o kimkolwiek – nawet o hodowcach bydła, którzy ją zaatakowali, kwestionując jej uczciwość i podważając jej reputację. „Ja po prostu nie rozumiem, dlaczego tutaj jestem” – mówiła często. Jak podkreślała w zeznaniach, do uczestnictwa w swym programie zaprosiła dwóch gości, aby zaprezentowali swój punkt widzenia w kwestii przemysłu mięsnego. Co więcej – pozwoliła jednemu z nich, dr Weberowi, by kontynuował swą wypowiedź w programie bez mojego w nim udziału, czy też bez udziału jakiejkolwiek osoby mogącej zaprzeczyć jego poglądom. Na zdrowy rozum rzeczywiście trudno byłoby oskarżyć Oprah o stronniczość i knucie jakiegoś „anty-wołowego” spisku, a mimo to była ona w Amarillo oskarżona właśnie o coś takiego.

Pan Engler, nasz oskarżyciel, zaczął swoje wystąpienie od złożenia zeznania, w którym stwierdził, że nigdy nie wszcząłby tego procesu, gdybym ja zakwalifikował moje stwierdzenia jako „opinie”. Powiedział on, że dr Weber nie był do tego samego zobowiązany, ponieważ jego wiarygodność jest większa od mojej – z racji posiadania przez niego tytułu naukowego oraz tego, że nie jest on wegetarianinem. Mój obrońca podkreślił, że między panem Englerem i mną występują pewne podobieństwa: obaj jesteśmy absolwentami wyższej uczelni rolniczej i obaj byliśmy kiedyś hodowcami bydła, którzy sprzedali swoje krowy by spłacić długi. Dlatego mój obrońca zadał pytanie: „Gdyby pan pojawił się w telewizyjnym talk-show, czy wówczas musiałby pan powiedzieć, że wyraża tylko jakieś opinie?”.

„Nie” – odpowiedział Engler.

„”Czy zatem jakaś istotna różnica między panem a panem Lymanem powoduje, że nie zgadza się pan z nim?” – zapytał mój obrońca.

„Nie, proszę pana. Trudno powiedzieć” – odrzekł Engler, a po krótkiej pauzie wyjaśnił: „Pan Lyman jest kłamcą”.

Jednak sąd nie kupił jego logiki. 26 grudnia 1998 roku długi czas ciężkiej próby dobiegł końca: sąd po 6-godzinnej naradzie uznał nas za niewinnych i oczyścił z wszelkich zarzutów. To był piękny dzień w moim życiu, pełen radości, która powstaje z ulgi oczyszczenia się z zarzutów. Jednak są jeszcze większe powody do radości – nie życzyłbym przegrania tego procesu mojemu największemu wrogowi. Zważywszy fakt, że w trzynastu stanach trwają obecnie procesy o dyskredytowanie żywności, a w czternastu innych – jak mi wiadomo – takie procesy mają zostać wszczęte, to wygrany przez nas proces w Amarillo, który odbił się głośnym echem w całym kraju, stał się przysłowiowym kijem włożonym w mrowisko. Ufam też i wierzę, że obecnie obowiązujące przepisy prawne zakazujące dyskredytowania żywności będą wkrótce uznane za sprzeczne z konstytucją.
Mogę powiedzieć wam, jako były, rzekomy obrazoburca żywności, że za absurdem prawa zakazującego dyskredytowania żywności stoi paskudna rzeczywistość. Amerykańscy obywatele zostali wychowani w przeświadczeniu, że ktoś za nich bacznie dogląda kwestii bezpieczeństwa żywności. Niemiła rzeczywistość wygląda jednak tak, że upoważnionymi do ochrony jakości produktów żywnościowych są biurokraci z amerykańskiego Ministerstwa Rolnictwa (U.S. Department of Agriculture – USDA) oraz FDA, którzy nie zachowują się jak rzecznicy interesu publicznego, lecz są jak płatni najemnicy, wydłużone macki przemysłu mięsnego i mleczarskiego.

Moje życie jako farmera hodującego bydło na swoim rancho potoczyło się dziwnymi torami: byłem człowiekiem, który kiedyś tuczył w klatkach cielęta, a potem musiał frustrować się waszyngtońską polityką i który pasjonował się zdobyczami nowoczesnego rolnictwa, by potem zostać oskarżonym przez jego przedstawicieli. Wcale nie udaję, że znam znaczenie każdego wyboju na drodze, którą podróżuję.

Czasami czuję, że pierwszą połowę tej drogi przeżyłem w zupełnej nieświadomości. Mogę jednak powiedzieć z całą pewnością: wszystkie drogowskazy na mojej drodze dotyczyły aspektu zdrowia. Za każdym razem, gdy instynktownie dokonywałem wyboru związanego z polepszeniem stanu mojego zdrowia fizycznego, było to tak, jakby nowe promienie światła zaczynały oświetlać mi coś dotąd nieznanego, co okazywało się wspaniałe i zdumiewająco proste.
Książkę tę pisałem przede wszystkim z chęci podzielenia się wiedzą o tym, jak najlepszy wybór w kwestii naszego osobistego zdrowia może okazać się najlepszym wyborem dla całego świata, który zamieszkujemy.

Dla zbyt wielu Amerykanów pierwszą, świadomie podejmowaną decyzją dotyczącą własnego zdrowia jest desperacki wybór pomiędzy operacją wstawienia by-passu a angioplastyką lub pomiędzy chemioterapią a radioterapią. W rzeczywistości jednak, świadomie lub nieświadomie, każdego dnia podejmujemy decyzje, które mogą prowadzić nas albo w kierunku ponurych i zatrważających wyborów, albo w kierunku tych bardziej dla nas korzystnych i szczęśliwych. Robimy to oczywiście za każdym razem, kiedy decydujemy, jaki rodzaj „paliwa” wlewamy do swych ciał.

Abyśmy mogli dokonywać wyborów, będąc lepiej poinformowanymi, musimy zacząć od przedstawienia faktów.

Sesja on-line z Howardem Lymanem

Recenzje książki:

„Mogę uczciwie powiedzieć, że na tej planecie nie ma człowieka, którego darzyłbym większym szacunkiem niż Howarda Lymana. Nie ma słów, którymi mógłbym opisać tego człowieka, jego pracę i książkę. Szalony Kowboj jest jego historią i jest to z pewnością jedna z najważniejszych książek tego stulecia. Kupcie dziesięć egzemplarzy tej książki i dajcie ją ludziom, których kochacie. To j est prawdziwa rzecz!” JOHN ROBBINS, autor Diet for a New America i Reclaming Our Health, założyciel EarthSave

„Howard Lyman – bezkompromisowy, uczciwy, prawy i energiczny Amerykanin z Montany ma do przekazania ważną historię. Przeczytajcie w Szalonym Kowboju, dlaczego ten syn amerykańskich farmerów nie zamierza być dalej okłamywany przez przemysł mięsny… i dlaczego wy także nie powinniście być oszukiwani”. JIM HIGHTOWER, autor There’s Nothing in the Middle of Road but Yellow Stripes and Dead Armadilos

Kiedy były hodowca bydła Howard Lyman pojawił się w telewizyjnym talk-show w 1996 r., by podzielić się swymi spostrzeżeniami odnośnie niebezpieczeństwa pojawienia się „choroby szalonych krów” w Ameryce. Jego uwagi pod adresem przemysłu mięsnego nakłoniły grupę hodowców bydła z Teksasu do pozwania go do sądu z paragrafu „deprawacja żywności” To jednak nie wystarczyło, by Howard Lyman zamilkł i po przebyciu burzliwej drogi od uwielbiającego mięso kowboja do aktywisty ekologicznego opisuje całą prawdę o katastroficznych skutkach stosowania diety opartej na produktach zwierzęcych.

Lyman świetnie orientuje się w problemach, z jakimi na co dzień borykają się hodowcy inwentarza żywego: wysokie dawki pestycydów, hormonów wzrostu, zmielone szczątki innych zwierząt… On także regularnie faszerował swe bydło i ziemię chemikaliami. Dopiero wówczas, gdy cudem uniknął paraliżu, Lyman zaczął kwestionować dotychczasowe zwyczaje oraz skutki, które wywierały one na ludzi i ziemię. Odpowiedzi na pytania, jakie sobie zadawał, doprowadziły go do zaadoptowania diety wegetariańskiej, w rezultacie której stracił 65 kg i obniżył poziom cholesterolu o ponad 150 punktów. Obecnie jest on czołowym rzecznikiem wegetarianizmu w Ameryce.

Z biegiem czasu, Lyman zebrał jeszcze więcej alarmujących informacji o niebezpieczeństwie wynikającym z jedzenia mięsa. W tej książce krytykuje propagandę przemysłu mięsnego i mleczarskiego (oraz rządowych agencji, które często ich bronią) oskarżając dietę opartą na produktach zwierzęcych jako podstawową przyczynę raka, choroby serca i otyłości.

Szalony Kowboj jest książką napisaną pod wpływem własnych doświadczeń autora, który przez wiele lat prowadził własną farmę w stanie Montana w USA. Dzięki zdobytej wiedzy H. Lyman opisuje klęskę ekologiczną w USA spowodowaną nadmierną hodowlą bydła i stosowaniem intensywnych metod rolnictwa chemicznego, burząc tym samym drogi niektórym Polakom mit „wspaniałej Ameryki”.

Autor z całą odwagą demaskuje oszukańczą propagandę rządu i wielkich firm w sprawie stosowania szkodliwych dla ludzi i zwierząt hormonów wzrostu oraz produkcji żywności genetycznie zmodyfikowanej. Ponadto książka zawiera praktyczne wskazówki, jaki sposób odżywiania jest najwłaściwszy dla człowieka i dlaczego należy unikać niektórych „modnych”diet.

Szczególnie interesująca dla polskiego czytelnika może się okazać historia „choroby szalonych krów” w Wielkiej Brytanii, jak również przyczyny, natura, objawy i liczne odmiany tej choroby szczegółowo opisane przez Lymana. Autor odpowiada też na pytanie, czy tylko krowy zapadają na „chorobę szalonych krów” i czy ma ona związek z chorobą Creutzfeldta-Jacoba, na którą umiera ostatnio coraz więcej ludzi w wielu krajach Europy (także w Polsce). Czy można wierzyć wszystkim informacjom na ten temat, oficjalnie podawanym przez media? Odpowiedź na to również znajduje się w książce Lymana, do której życie wciąż dopisuje własny ciąg – i to w kierunku przewidzianym przez autora…

Szalonego Kowboja powinni przeczytać wszyscy, którym nie jest obojętne własne zdrowie i przyszłość naszej planety.

Danuta Modrzewska

„Nowa książka Howarda Lymana, Szalony Kowboj, odnotowuje chronologiczne zdarzenia z życia autora, począwszy od jego kowbojskich czasów w Montanie do chwili, gdy został przewodniczącym International Vegetarian Union. Szalony Kowboj ostrzega Amerykanów przed wybuchem epidemii choroby szalonych krów, przy okazji demaskując propagandę przemysłu mięsnego i mleczarskiego”. Philadelphia City Paper

„Produkowanie i konsumowanie mięsa przez ludzkie istoty jest działaniem szalonym. Heretyckie stwierdzenie? Niewątpliwie, jeśli ma miejsce w kraju, którego kulinarne ‘psyche’ ukształtowane zostało głównie przez wołowe steki, hamburgery, potrawy z grilla i pieczone martwe ptaki.

Intencją nowej, prowokatorskiej książki Howarda Lymana jest kwestionowanie ortodoksyjnego fetyszu, jakim stało się mięso.

Autor Szalonego Kowboja w świetnym stylu podważa podstawy mięsnego monolitu: erozja gleby wskutek wypasu bydła, epidemia choroby szalonych krów, wycinanie deszczowych lasów tropikalnych i zakładanie w ich miejsce ferm hodowlanych, stosowanie pestycydów, hormonów i zmielonych szczątków zwierząt w hodowli inwentarza żywego. Obok implikacji ekologicznych czy etycznych, Lyman odnotowuje własną fizyczną transformację: będąc na diecie pozbawionej produktów zwierzęcych stracił on 70 kg wagi i obniżył swój poziom cholesterolu o ponad 150 punktów. Spójrzcie na fakty przytoczone w Szalonym Kowboju, a zapewne już nigdy nie będziecie postrzegać rzeczywistości w ten sam sposób”. – The Seattle Times

„To właśnie Howard Lyman był tym człowiekiem, który w kwietniu 1996 r. pojawił się w telewizyjnym talk-show mówiąc zszokowanej publiczności, że w Stanach Zjednoczonych powszechną praktyką jest karmienie krów zmielonymi szczątkami innych krów. Autorytet – to coś, co Howard Lyman ma we krwi. W swej najnowszej książce prezentuje najbardziej miażdżące komentarze w formie zabawnej mieszanki sarkazmu, faktów i dobrego humoru.

Zarówno rząd, jak i największe media w tym kraju – które są w kieszeni dotowanego przemysłu mięsnego i mleczarskiego i które wykorzystują nasze podatki na wycinanie lasów, erozję gleby, skażenie powietrza, wody i ziemi, jednocześnie zatykając nasze tętnice i podwyższając nam ciśnienie – chcą, by ludzie uważali Howarda Lymana za dziwaka. Przypuszczalnie, największe gazety, stacje radiowe i telewizyjne przywitają tę pouczającą, gruntownie przenikliwą i świetnie napisaną książkę tym samym głuchym milczeniem, jakim witają cokolwiek, co zagraża ich status quo. Miejmy nadzieję, że tak się nie stanie. Jednak na wszelki wypadek polecamy, abyście już teraz kupili Szalonego Kowboja i podarowali go swym znajomym, którzy myślą, że wegetarianie to tylko mięczaki i nieszkodliwi maniacy. – Ta książka będzie dla nich miłą niespodzianką”. Satya Magazine

„Howard Lyman to wojownik walczący w słusznej sprawie z podniesioną do góry głową, mający przed oczami jasny cel. Tym celem jest czyste powietrze, czysta woda i czysta żywność. Dla na­szych dzieci i dla dzieci naszych dzieci. Ponieważ w naszym społeczeństwie wciąż zbyt mało dyskutuje się o problemach środowiska naturalnego, dlatego też potrzebujemy takich książek jak Szalony Kowboj. Potrzebujemy takich ludzi jak Howard Lyman, którzy inspirowaliby nas do działania. Możemy przekonywać ludzi do naszych idei dając im Szalonego Kowboja. Jest to podarunek serca, który będzie procentował”. Country Connections

„Szalony Kowboj ukazuje przeobrażenie jakie zaszło w sercu kochającego mięso hodowcy bydła, który stał się zapalczywym propagatorem wegetarianizmu i aktywistą walczącym o prawo do bezpiecznej żywności. „Mięso zabija” – pisze Howard Lyman i dodaje: „jest to przyczyna nr 1 chorób i przedwczesnych zgonów w Ameryce”. Przytaczając wyniki studiów naukowych, oskarża on diety oparte na produktach zwierzęcych o poważne zwiększanie ryzyka zachorowania na chorobę serca, raka, cukrzycę. Oskarża on również pewne grupy polityków faworyzujących intensywne rolnictwo chemiczne. Szalony Kowboj przypomina nam, że wielkie hodowle bydła dewastują ziemię, że każdy zjadany przez nas posiłek ma wpływ na stan kurczących się bogactw naturalnych ziemi w naszym przeludnionym świecie”. Sierra Magazine

źródło: astromaria.wordpress.com  za viva.eko.org.pl/Szalony_Kowboj/Szalony_Kowboj.html

Posted in Edukacja, Zdrowie, Żywność | Otagowane: , , , , , , , , , | Leave a Comment »